Ponieważ nikt mnie nie rozumie, wrzucam ten post na narzekajkę. Mieliśmy na studiach zadanie: napisać odpowiedź na artykuł z przeciwnego punktu widzenia.
Tutaj link do oryginalnego artykułu: https://www.dwutygodnik.com/artykul/9744-dzieje-sie-juz.html
Nie macie pojęcia, jaka dumna byłam ze swojego tekstu. Jak się okazało: niesłusznie.
„Tekst to bzdury ubrane w mądry sposób” – pierwsze co usłyszałam, jak skończyłam czytać. Zrobiło mi się bardzo przykro. Jeszcze bardziej przykro zrobiło mi się, gdy prowadząca uznała, że nie spodziewała się takiego wykonania zadania i jest to przekombinowane i zbyt naukowe. Bardzo spodobały jej się natomiast teksty, które były prześmiewcze i były pisane z perspektywy prostych ludzi. Absolutnie każdy z tych tekstów był opstrzony klauzulą, że nie są to poglądy autorki. I co, myślicie, że research i inne zainteresowania naukowe są docenianie na uniwerkach? Gówno. Nie są. Tak samo jak nie jest mile widziany krytycyzm i samodzielne wnioski. Niedługo pojawi się nowy post, w którym opowiem jak skończyło się moje wyrażenie opinii. Jedyny efekt to taki, że nigdy więcej nie zamierzam się wciągnąć w dyskusje, bo to nie ma sensu. A tymczasem wrzucam swój przeintelektualizowany tekst poniżej. A co tam, poczytajcie sobie.
Selekcja naturalna to termin, którym uwielbiamy szastać zupełnie bez sensu. Kto z nas nie połączył zjawiska chociaż raz z nagrodą Darwina? Sam Darwin pewnie się w grobie przewraca, gdy słyszy, że cała jego praca i badania, bardzo innowacyjne jak na jego czasy, zostały sprowadzone do czarnego humoru i choć każdy zna termin „selekcji naturalnej” to nie potrafi go poprawnie użyć. Obecnie często się wspomina o tym, że działania człowieka nie pozwalają selekcji naturalnej działać – zbyt szybko doprowadzamy planetę do ruiny. Nie jest to do końca prawda – selekcja naturalna dalej funkcjonuje i ma się całkiem dobrze. Skoro tak często powołujemy się na zniszczenia i selekcję naturalną, czemu zapominamy o dryfach genetycznych, allelach, radiacjach przystosowania? Tu nie chodzi o to, że powinniśmy przestać przejmować się środowiskiem – byłoby fajnie, gdybyśmy nie doprowadzili do katastrofy w ciągu najbliższej dekady i żeby nasze dzieci miały gdzie mieszkać. Po prostu nie zapominajmy o tym, że Ziemia doskonale radziła sobie sama, a jej akumulator się nie wyczerpał.
Nie ma co się oszukiwać – obecnie mamy do czynienia z wymieraniem gatunków. Statystyki nie kłamią – na przestrzeni 50 lat populacja niektórych gatunków zmniejszyła się o prawie 70%. Nie można też zaprzeczyć, że ekspansja człowieka, rozwój miast i przemysłu, przyczynia się do tego zjawiska. Jednak trzeba na nie spojrzeć też z innej perspektywy. Wymieranie nie jest niczym nowym. Gatunki wciąż się pojawiają i wymierają i jest to całkowicie naturalna kolej rzeczy. Naukowcy zidentyfikowali pięć masowych wymierań – obecnie mamy do czynienia z szóstym. Tutaj warto zaznaczyć, że statystyka tamtych wymierań wcale nie przejawia się bardziej optymistycznie niż ta obecnego – w trakcie jednego z nich, sklasyfikowanego jako wymieranie permskie – wyginęło 96% gatunków morskich. A wcale nie było wtedy człowieka, który przeszkadzał im w funkcjonowaniu. Powtórzę to jeszcze raz, żeby się utrwaliło: zostało jedynie 4% wszystkich możliwych gatunków, żyjących w słonej wodzie. I co? Nic. Nie było nikogo, kto mógł spanikować, więc planeta sobie dalej funkcjonowała po swojemu i ani jej w głowie było umierać. Sama rola wymierania nie została jeszcze do końca wyjaśniona, ale pewne jest jedno: nowopowstały gatunek jest o wiele lepiej zaklimatyzowany w świecie niż poprzedni. Taka jest rola ewolucji i selekcji naturalnej. Te procesy zachodzą też poza naszymi oczami: my widzimy jak gatunek wymiera, zmienia się, można powiedzieć, że „ulepsza”. Ale cały ten proces jest o wiele bardziej skomplikowany. Spróbuję go jak najbardziej uprościć na potrzeby zrozumienia zjawiska. Naukowcy wyróżniają dwie fazy. Faza pierwsza: zmiana środowiska, która wywołuje zmiany fenotypowe, ale bez mutacji. Faza druga: pojawia się mutacja, czyli pierwszy krok do ewolucji adaptacyjnej. Mutacja to zmiana fenotypowa na poziomie molekularnym, zaczyna zmieniać się cały genom gatunku. Innymi słowy: gatunek powoli zmienia się i przystosowuje do zachodzących zmian. Rośliny bez problemu adaptują się do gleb o odmiennych, często szkodliwych właściwościach chemicznych – jak chociażby do ziemi naszprycowanej metalami ciężkimi. Zresztą rośliny to nie tylko to, co nas otacza – wystarczy spojrzeć trochę dalej, by zdać sobie sprawę, że w innych środowiskach są suchorośla, słonorośla, czy nawet porofity, które nauczyły się bronić przed ogniem. Nasiona tychże są w twardych skorupach, przez co nawet jeśli sama roślina zostanie zniszczona – nasiona odbudują gatunek. Odwołując się do tekstu Urszuli Zajączkowskiej – sosna obecnie niezbyt sobie radzi, ale nie ma żadnych podstaw, by zakładać, że się nie dźwignie z kryzysu. Obecnie jesteśmy w trakcie ogromnych zmian: ludzie wciąż się rozwijają, tworzą, ekspansja jest szybsza niż kiedykolwiek. Dla środowiska to coś nowego: właśnie dlatego mamy do czynienia z wymieraniem, ale wymieranie spowodowane działaniem człowieka, to wciąż wymieranie traktowane jako zjawisko ewolucyjne. Jesteśmy w fazie pierwszej: w trakcie zmian fenotypowych, ale jeszcze bez mutacji. Trzeba jednak pamiętać, że wymaga to czasu – weźmy tę nieszczęsną sosnę na panel. Sosna żyła sobie spokojnie, aż nagle obok pojawiło się miasto. Sosna jest sosną, więc nie wie co się dzieje i dlaczego nagle jej świat wywrócił się do góry nogami. Nie radzi sobie, bo jeszcze nigdy nie była w takiej sytuacji. ALE! Właśnie dlatego że jest sosną, rozpoczyna proces adaptacji. Tutaj warto zapoznać się z pojęciem dryfu genetycznego. To zjawisko polega na zmianie występowania i częstości alleli – na zasadzie prób i błędów. Z pokolenia na pokolenie częstość alleli rośnie, bądź maleje. Dryf zatrzymuje się, gdy allel zostanie wyeliminowany lub gdy zastąpi inne allele. Cały ten proces może doprowadzić do powstania nowej populacji – początkowo dwie populacje miały taką samą strukturę genetyczną, ale dryf doprowadził do rozwoju w dwóch kierunkach. Im większa populacja – tym większy współczynnik urodzeń lub rozsiewu, a co za tym idzie: szybszy czas dryfu. My tego nie widzimy, ale ta sosna, która nie umie funkcjonować w obecnym środowisku, już zaczęła szukać sposobu na adaptację. Jej zachowanie się zmieniło – bardzo możliwe, że za wiele lat ta sosna będzie wyglądać zupełnie inaczej. Bardzo możliwe, że nie będziemy jej nawet nazywać sosną. Nie ma jednak wątpliwości, że zmiany na poziomie molekularnym już poszły do przodu. Ziemia nie patrzy bezradnie na rozwój technologii, tylko działa i próbuje się przystosować. Najważniejsze, byśmy jej na to pozwolili i nie przeszkadzali w tym procesie. Jednolita grupa organizmów o wspólnym pochodzeniu potrafi się przystosować i zmienić cechy potomnych – co oznacza tyle, że z jednego gatunku może powstać wiele kolejnych. Sosna sośnie nierówna – a radiacja dotyczy zarówno zwierząt jak i roślin. My tego po prostu nie widzimy.
W 1986 roku doszło do największej katastrofy nuklearnej w historii. Wybuch reaktora w Czarnobylu sprawił, że trzeba było zamknąć ogromny obszar na terenie Ukrainy i Białorusi – strefa zamknięta to ponad 4 144 kilometry kwadratowe. I choć na początku strefa ta była uznana za opustoszałą, okazuje się, że wcale tak nie jest. W 2016 roku rozpoczęto trzyletnie badania w strefie zamkniętej – przebadano ponad dwustu samców rzekotek drzewnych. Od wybuchu reaktora na świat przyszło ponad dziesięć pokoleń tych żab. Zebrane okazy były wybrane w kilku strefach, aby zbadać ich przystosowanie do poziomu promieniowania. Chociaż naturalnie ten gatunek jest jaskrawozielony, okazy w Czarnobylu były o wiele ciemniejsze, a te z najbardziej skażonych terenów były całkiem czarne. Jest to spowodowane wzrostem melaniny w organizmie – czyli ciemnego pigmentu. Melanina pojawia się w organizmach żywych, by chronić je przed promieniowaniem ultrafioletowym, ale jak się okazuje –przed promieniowaniem jonizującym jest równie skuteczną ochroną. Nie tylko absorbuje i rozprasza energię, ale też pomaga neutralizować zjonizowane molekuły. Zadziałał błyskawiczny mechanizm ewolucyjny i dostosował żaby do skażonego środowiska. Skoro natura przystosowała się do środowiska dotkniętego tak ogromnym skażeniem i tak wielką katastrofą, także przecież na tle klimatycznym – to nasza sosna ma być gorsza i nie dostosuje się do trudnych warunków?
Nie zapominajmy o tym, że procesy ewolucyjne nie mają przerwy – ciągle zachodzą, organizmy żywe się zmieniają, dostosowują. Nie chodzi o to, byśmy naturę i środowisko niszczyli i utrudniali ogólną radiację. Warto wyciągnąć w kierunku świata pomocną dłoń i ułatwić mu przystosowanie się. Ale nie zapominajmy też, że w porównaniu do innych gatunków, ludzie są stosunkowo młodzi. Natura radziła sobie długo przed nami i będzie sobie radzić długo po nas. Nie walczmy z nią, bo jesteśmy na skazanej pozycji. Nie przeceniajmy zdolności Ziemi, bo ona radzi sobie świetnie i nie przestała jeszcze działać.

2 komentarze
Nadawałoby się do czasopisma naukowego…gdyby nie to, że zbyt wartko płynie pod prąd.
GRRR co za babsztyl
Imo zajebisty artykulik machnęłaś