Oszukać przeznaczenie, czyli przed sesją nadzwyczajne środki – Z życia wzięte #1

Nienawidzę czerwca.

Zaczyna się robić gorąco, każda czarna koszula zamienia się w narzędzie tortur, wszystko kwitnie, przez co łażę cały dzień zasmarkana, a na dodatek zbliża się sesja. Nic nie idzie wtedy po mojej myśli – ta jedna profesorka, co akurat za nią nie przepadam (co w tym przypadku jest bardzo łagodnym eufemizmem) NA PEWNO wymyśli egzamin ustny, więc już na początku lata mam świadomość, że chcąc nie chcąc, spotkam się z nią ponownie we wrześniu. No i rzecz jasna na wszystko mam czas, tylko nie na naukę do sesji. Sami wiecie jak to jest – przez pół dnia podejmujecie działania pozorne, które mają uciszyć wyrzuty sumienia, ale efektu nie przynoszą, a drugie pół wyobrażacie sobie jakimi to jesteście niesamowitymi ludźmi sukcesu, ale tylko we własnej głowie. Wiecie co jeszcze jest straszne w czerwcu? Place zabaw. Zwłaszcza jak się mieszka naprzeciwko jednego z nich. Wyłażą te wszystkie wrzeszczące kreatury i nie możesz nawet w spokoju wyjść do sklepu, bo cały czas musisz uważać, żeby nie wpadła na ciebie jakaś sierota na rowerze, albo żeby nie dostać piłką po mordzie. Cały dzień wysłuchujesz wydzierania się dzieciarni, przy akompaniamencie wydzierania się rodziców, którzy próbują ową dzieciarnię zabrać do domu. I niech mi ktoś powie, że dzieci siedzą tylko z telefonami to zamorduję za tak perfidne kłamstwo!

Mówiąc wprost – nie jest dobrze. Dzieci się drą, terminy bezlitośnie gonią, a prace semestralne się same nie napiszą. BONC też nie.

Skoro i tak wszystko idzie nie po mojej myśli, to postanowiłam sięgnąć po środki nadzwyczajne – ruszyłam do jednej z sąsiadek. Każdy, kto mieszka na osiedlu, dobrze wie, że sąsiedzi dzielą się na trzy kategorie: szajbnięci, głupi i bardzo głupi. Dzisiaj zajmiemy się grupą pierwszą, bowiem postanowiłam się wybrać do sąsiadki po lewej – do wróżki Tetydy.

Dlaczego Tetyda, a nie jakaś Pytia, tego nie wiem, ale brzmi wystarczająco tajemniczo. Wróżka Tetyda jest kobietą po czterdziestce, zawsze nosi długie, kolorowe suknie i jest obwieszona koralami i różnymi wisiorkami, które chronią przed złymi mocami. Co dwa tygodnie okadza klatkę schodową szałwią i rozsypuje sól w tajnym rytuale. Potem ta sól wala się po całym korytarzu, ale za to Tetyda zawsze z dumą oznajmia, że teraz wszyscy w bloku jesteśmy bezpieczni. Chyba nie ma co się z niej śmiać, skoro robi to w dobrej wierze… Poza rytuałami maści wszelkiej Tetyda wróży w każdy możliwy sposób, ma z trzy różne talie kart, odczytuje przyszłość z gwiazd i z linii na dłoni. Do tego rzuca uroki, zdejmuje klątwy i rozmawia z duchami. Mieszkanie Tetydy jest tak urządzone, aby feng shui się dobrze układało i wróżka zawsze się denerwuje, gdy goście źle odstawiają krzesła. Mimo to chętnie przyjmuje wszystkie sąsiadki, które wpadają do niej, aby się dowiedzieć co je czeka. Aż wstyd, że przed sesją doszłam do tego poziomu desperacji, że dołączyłam do tego zacnego grona.

Zawsze mnie zaskakuje fakt, że wróżby Tetydy mają bardzo małą skuteczność, ale wcale nie wpływa to na klientelę i interes cały czas się kręci. Trzy lata temu Tarot powiedział Tetydzie, że przyjmą mnie na filologię koreańską. Nie dostałam się, więc rok później karty cygańskie poinformowały mnie, że świetnie poradzę sobie na prawie. Zrezygnowałam po trzeciej sesji. Dodatkowo runy (wypalone w drewnie własnoręcznie przez Tetydę, podobno mają wtedy większą moc) przepowiedziały mi przystojnego i uroczego bruneta. Cztery lata temu. Wciąż czekam.

– Wejdź, kochanieńka, wejdź! – Tetyda bardzo się ucieszyła na mój widok. – Właśnie zaparzyłam Yerba Mate. Zaraz zapalę kadzidełko, będzie nam się lepiej rozmawiało. Może jaśmin? Wydajesz się spięta. – Bardziej niż jaśminu potrzebowałam papierosa, ale gdybym dołożyła do tej mgły jeszcze jeden rodzaj dymu, to najprawdopodobniej od razu by mnie zemdliło. Tetyda zamaszystym gestem wskazała na ogromny i zdecydowanie za miękki fotel, w którym się dosłownie zapadłam. Dostałam tę dziwną tykwę z naparem i spodeczek z babeczką. Tetyda zajęła miejsce na kanapie z taką godnością, jakby była na herbatce u samej królowej. Utkwiła wzrok w jakimś punkcie na ścianie i zadumała się nad czymś głęboko. Nie wiedziałam, czy wypada się odezwać. Przyszłam tu jednak po poradę jak przygotować się do sesji, więc uznałam, że subtelne odkaszlnięcie załatwi sprawę. Niestety, wrodzone sieroctwo dało się we znaki – zachłysnęłam się babeczką i rozkaszlałam tak, że Tetyda siłą rzeczy musiała wyjść z transu i rąbnąć mnie w plecy. Taktownie przemilczała moją próbę zwrócenia na siebie uwagi. Przymknęła oczy, parę razy zamachała dłońmi, jakby chciała coś z nich strząsnąć i zaciągnęła się kadzidełkiem – kiedyś mi wyjaśniła, że w ten sposób wyrzuca się złe myśli, trzeba się ich pozbyć przed rozmowami, a już zwłaszcza przed wróżbami. Postanowiłam wykorzystać ten moment, by dyskretnie wypluć Yerba Mate z powrotem do tykwy – była w smaku po prostu paskudna.

– Ja w sumie z interesem – zaczęłam niezręcznie, gdy Tetyda skończyła wyrzucać czarne myśli. Skinęła głową, zachęcając mnie do dalszego mówienia. – Bo wie wróżka, zaraz zaczynam egzaminy…

– Ach, racja, sporo studentów do mnie dzwoni ostatnimi czasy… – Tetyda odgarnęła z czoła kosmyk rudych włosów, który wyślizgnął się z ciasnego koka ozdobionego mnóstwem kolorowych spinek. Gdy wspomniała o innych studentach poczułam się nieco lepiej, było to na swój sposób pocieszające. – Mów dalej, dziecko.

– Nie wiem, czy stres jest uzasadniony po prostu – wymamrotałam, nie bardzo wiedząc jak ubrać w słowa problem, który w zasadzie sprowadzał się do tego, że siedziałam u wróżki zamiast przy książkach. Tetyda westchnęła teatralnie i przez chwilę myślałam, że wypomni mi to niezbyt strategiczne podejście do tematu. Na szczęście wróżki nie kierują się rozsądkiem. Na nieszczęście Tetyda wcale nie chciała podnieść mnie na duchu.

– Nie mam dla ciebie dobrych wieści, kochana. Bo ty Waga jesteś, tak? – Przytaknęłam. – Merkury pozostaje w retrogradacji, nie najlepszy moment na jakiekolwiek projekty. Do tego Mars w niezbyt korzystnej pozycji.

– Czyli… To znaczy, że nie zdam, tak? – Wolałam się upewnić, bo być może nie ma co do tych książek zaglądać. Z drugiej strony jednak, jakbym do tych książek zajrzała, to pozycja Marsa i Merkurego niewiele by zmieniła. Tetyda za to rzuciła mi spojrzenie zarezerwowane dla dzieci i idiotów.

–  Kochaniutka, przecież wiesz, że karty to tylko wskazówki, gwiazdy tym bardziej. Może ci Tarota rozłożyć? Blado wyglądasz, może poszukamy odpowiedzi głębiej, hm? – Nie czekając na jakąkolwiek moją reakcję, wstała, strzepnęła spódnicę i podeszła do jednej z półek, by wybrać odpowiednią talię i świeczki. Zaczęła przygotowywać stolik do wróżb, a ja gapiłam się na to z głupią miną, próbując w tym momencie rozgrzeszyć swój kretynizm.

Wiecie czym jest zimny odczyt? To w sumie bardzo proste – jak wróżbitka podaje ci informacje o tobie, a ty jesteś na tyle naiwny, by nie zauważyć, że używa najczystszej wody manipulacji, to znaczy, że wróżbitka używa zimnego odczytu. Na przykład opowiada, że widzi wiele niewyraźnych symboli i tylko z twoją pomocą uda jej się dostrzec konkretny kształt. Ty, zachwycony, że jednak coś się klaruje, sam się nastawiasz i opowiadasz wróżce o swoim życiu, a ona po prostu parafrazuje twoje słowa i inkasuje za to pięćdziesiąt złotych. Wspaniałe, prawda?

No to idźmy dalej – jedną z takich technik jest Efekt Forera. Zachodzi wtedy, gdy ludzie zachwycają się jaki to ich horoskop jest trafny, a w rzeczywistości wymienione w nim cechy dotyczą co najmniej z pół ludzkości. Taka iluzja, że ten nieszczęsny horoskop jest skierowany tylko do konkretnej osoby, a nie do każdego.

Mając świadomość tych wszystkich metod i zabiegów nie było łatwo mi się usprawiedliwić przed samą sobą. W alternatywie jednak było siedzenie przy podręcznikach, z dwojga złego wybrałam Tarot. Dobry Boże, sama zamieniam swoje życie w karuzelę śmiechu…

– Koło Fortuny – oznajmiła Tetyda takim tonem, jakby miało mi to cokolwiek powiedzieć. – Kochaniutka, musisz wiedzieć, że zapisany z góry los może cię bardzo zaskoczyć.

– Czyli zdam sesję, tak? – wolałam się upewnić.

– Koło fortuny jest w pozycji prostej, to bardzo dobry omen. Przerwie złą passę w twoim życiu. Musisz jednak zrozumieć, że wszystkie wydarzenia są nieuchronne. Następna karta… – Tetyda sięgnęła znów do talii. Wyciągnęła obrazek, który ukazywał mężczyznę, który płakał nad trzema rozlanymi pucharami, ignorując stojące za nim dwa. Spojrzałam na wróżkę pytająco. Tetyda znów westchnęła teatralnie i podjęła swoje gusła. – Jak mówiłam ci wcześniej, drogie dziecko, gwiazdy ci nie sprzyjają. Będziesz musiała pogodzić się z trudnościami, ale nie zapominaj o tym, co ci zostanie.

– A, no dobra. Czyli ogólnie to przyszłość wypada jednak źle? – Tetyda odpowiedziała dopiero wtedy, gdy sięgnęła po trzecią i ostatnią kartę.

– Nie, może wypaść dobrze. – Milczałam. Nie bardzo wiedziałam jak połączyć to z jej wcześniejszym stwierdzeniem, że raczej czekają mnie trudności, czy coś tam. – Skarbie, karta Dwóch Buław chce cię ostrzec przed nowymi przedsięwzięciami. Powinnaś wystrzegać się lekkomyślnych decyzji, to nie jest dobry znak. Ale jak będziesz ostrożna, możesz zminimalizować negatywne działania.

– No tak, ale to chyba tak ogólnie, nie? – wyrwało mi się. Tetyda posłała mi wrogie spojrzenie.

– W połączeniu z Kołem Fortuny i Pięcioma Pucharami to bardzo wyraźna i bardzo trudna wróżba. Czeka cię nowe wyzwanie, do którego musisz podejść poważnie, bo nie skończy się dobrze. – Byłam przekonana, że każdemu mówi to samo niezależnie od wylosowanych obrazków.

– Aha – rzuciłam w końcu, bo nie wpadł mi do głowy żaden elokwentniejszy komentarz. Tetyda chyba jednak prawidłowo zinterpretowała mój wyraz twarzy. Cóż, przynajmniej to umiała robić dobrze.

– Kochanie, za drobną opłatą mogę ci podać konkretniejszą wróżbę – zaproponowała tonem, który sugerował okazję życia.

– O, za ile? – zainteresowałam się, nienauczona doświadczeniem.

– No ze sto dwadzieścia złotych. – Ochota na szczegółowe wróżby odbiegła ode mnie galopem. Grzecznie odmówiłam, a gdy Tetyda się odwróciła, wylałam Yerba Mate do doniczki z fikusem. Uznałam, że oszukiwanie przeznaczenia wróżbami raczej nie przedstawia się opłacalnie. Podziękowałam za dolewkę naparu i powoli zaczęłam się zbierać. Tetyda, jak zawsze przy opuszczaniu jej domostwa, próbowała namówić mnie na subskrypcję „Wróżki” i kupno wahadełka za jedyne czterdzieści dziewięć dziewięćdziesiąt. W drzwiach Tetydy minęłam się z sąsiadką z naprzeciwka. Nawet zaczęłam się zastanawiać, czy nie rzucić studiów i nie zmienić branży, może Tetyda zgodziłaby się mnie wyszkolić? Mimo całej tej syfiastej otoczki, biznes wcale nie wygląda źle…

– Wiesz co? – mruknęła moja mama, gdy poinformowałam ją o tym planie. – Zamiast zmądrzeć to tylko głupiejesz na tej uczelni. Gdybyś zapomniała – książki leżą na biurku.

To chyba miało znaczyć, że żaden cyrk mi tutaj nie pomoże. Z tego powodu nie będę w najbliższym czasie aktualizować bloga. Spodziewam się jednak, że reszta studentów też nie.

 

 

 

 

 

3 komentarze

  1. Dobry szatan pisze:

    Na prawdę dobre 🙂

  2. Dorota pisze:

    Super👌Nawet o mamie wspomniałaś i jej rozsądku😊 Bardzo fajnie to napisałaś – dowcipnie, prawdziwie i z literackim polotem. Ekstra👍

  3. Patrycjana pisze:

    Piękne, od razu mam uśmiech na twarzy. Powodzenia na sesji!

Skomentuj Dobry szatan Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *